Święta Wielkiej Nocy zbliżają się wielkimi krokami, blogi kulinarne pękają w szwach od przepisów na świąteczne specjały.
Ja dziś przychodzę do Was z sernikiem, który mnie zastrzelił, gdy pierwszy raz go upiekłam. Po pierwsze - robi się go dosłownie pięć minut nie wliczając pieczenia. Po drugie, potrzebujecie dosłownie kilku składników do niego. Po trzecie - nie ma osoby, która by się nim nie zachwyciła, uwierzcie co mówię, mam w domu raczej średniego łasucha, a ledwo dałam radę zrobić zdjęcie ostatnim kawałkom! Sernik ten wychodzi zawsze, a jego smak naprawdę zwala z nóg. Jeżeli pokusicie się o upieczenie go na święta - gwarantuję Wam sukces i wiele "ochów" i "achów" :)
Nie ukrywam, że nie jest to mój przepis. Zaczerpnęłam go z książki kulinarnej znanej blogerki, która prowadzi kotlet.tv Ta strona nie raz ratowała mnie z opresji, a Paulina, która jest jej autorką, niemalże nauczyła mnie gotować :) Jej przepisy są proste, a na stronie niemal każdy z nich zaopatrzony jest w filmik instruktażowy. Bardzo polecam zarówno tę stronę, jak i samą książkę, która wydana jest pięknie, a każdy przepis w niej zawarty znajduje swoje zastosowanie.
Zaczynamy?
Potrzebujemy:
1kg twarogu (ja użyłam z Piątnicy)
180g cukru
Skórka otwarta z jednej sparzonej cytryny
Sok z tejże cytryny
3 jajka
3 łyżki mąki ziemniaczanej
Dodatkowo na lukier (który też Wam nieskromnie polecam):
160g cukru pudru
sok z połowy cytryny
Jak działamy? Prosto i szybko :)
Na początek nastawiamy piekarnik na grzanie góra-dół na 180 stopni.
Wszystkie składniki umieszczamy w jednej misce i miksujemy je aż do całkowitego połączenie się składników. Masa powinna być rzadka i jednolita.
Masę przelewamy do suchej tortownicy. Ja użyłam takiej o średnicy 23cm. Nie musimy tłuścić foremki, ani wykładać jej papierem, zawartość soku cytrynowego w składzie sernika sprawia, że nie przywiera on do ścianek foremki i nie przypala się od spodu. Wstawiamy do piekarnika.
Pieczemy równą godzinę. Po upieczeniu, ja zawsze zostawiam sernik jeszcze przez jakieś pół godzinki w nagrzanym piekarniku, z lekko uchyloną klapą. Sernik się chłodzi, a jednocześnie nie opada. Po tym czasie wystawiam ciasto na zewnątrz i czekam do całkowitego wystudzenia.
W czasie gdy sernik się studzi, możemy przygotować lukier. Tutaj także nie musimy robić zbyt wielu rzeczy: wyciśnięty sok z cytryny mieszamy energicznie z cukrem pudrem. Po zmieszaniu, mamy lekko gęsty lukier, który w całości wylewamy na ciasto i rozprowadzamy równomiernie szpatułką.
I gotowe! Ciasto jest wilgotne, nasączone, lekko cierpkie, ale nadaje się zarówno na rodzinny deser, jak i na imprezę. U mnie powstało na tę drugą opcję i dlatego jakość ostatniego zdjęcia - tego finalnego, nie oddaje niestety ani urody tego sernika, ani jego smaku. Dosłownie udało mi się wyrwać ostatnie kawałki, ażeby zrobić im zdjęcie w słabym, nocnym świetle. Jednak uwierzcie na słowo i moje i moich gości, którzy jeszcze dzień później pisali mi wiadomości o tymże serniku - WARTO GO UPIEC :) No i zaufajcie samej autorce przepisu, która podpisując swoją książkę, poleciła mi ten konkretny przepis :) Smacznego!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz