Jak już pisałam, do książek polskich autorów podchodzę jakoś bez zapału. Trudno wytłumaczyć mi, czemu średnio czyta mi się o przygodach Magdy, Tomka, Lucyny czy Bartka ( czyli ludzi, którzy mają polskie imiona i mieszkają w polskich domach ). Albo czemu niespecjalnie przepadam za ulicami Poznania, Gdańska czy Gliwic. Być może rozwiązanie jest proste. Żyjąc gdzie żyję, mając codzienność jaką mam, nie chcę doświadczać jej w książkach. Nie chcę czytać o tym, jak pani Janina ze spożywczaka była niemiła bo nie miała jak wydać z 50zł, ani jak lekarz kazał czekać na izbie przyjęć 5 godzin osobie z ciężką raną nogi. Nie chcę. Książki mają mnie relaksować, zabierać w podróż do miejsc gdzie jest lepiej, albo gorzej, ale nie tak samo. Nie pokazywać mi tego co jest, bo ja wiem co jest, żyję w tym. W książkach szukam kompletnej odskoczni. Oczywiście nie oznacza to, że w ogóle nie sięgam po polskich pisarzy. Czytuję Grażynę Bełzę, Janusza Leona Wiśniewskiego, Grażynę Plebanek, jednak jeśli mam do wyboru pióro polskiego pisarza a zagranicznego - wybiorę tego drugiego. Tak wiem, jestem be, powinnam wspierać rodzimą kulturę. Tak mam. Co ja poradzę :)

Jednak dzisiaj przychodzę do Was z dzieckiem polskiego pisarza właśnie, gdzie polskich imion jest wiele, akcja dzieje się w polskim mieście, a uroki polskiego blokowiska i osiedlowych sklepików garną się do nas niemal na każdej stronie.
Agnieszka i Robert, to tytułowi bohaterowie, którzy krótko po ślubie przeprowadzają się do warszawskiej dzielnicy - Bródna. Ich maleńkie mieszkanie znajduje się w jednym z tamtejszych bloków. Ona, pracownica biura, on malarz z aspiracjami. Młodzi, zakochani, pełni planów na przyszłość. Jednak już pierwszego wieczoru, gdy docierają do swego nowego miejsca zamieszkania, okazuje się, że w bloku czeka ich niemiłe powitanie. Na klatce schodowej leżą zwłoki młodego sąsiada, zwłoki, które pozbawione są... głowy. To jednak dopiero początek dziwnych i przerażających zdarzeń, które w następnych dniach dają o sobie znać. Nietypowe sytuacje w piwnicy, przerażająca jazda windą, oraz nie do końca zwyczajni sąsiedzi, sprawiają, że Agnieszka zaczyna mieć coraz większe wątpliwości czy to miłosne gniazdko rzeczywiście jest dla nich właściwe. Natomiast Robert... Robert ma psychikę bardziej podatną na siły nieczyste, w skutek czego całkowicie im ulega. Agnieszka musi na własną rękę znaleźć rozwiązanie coraz bardziej pogarszającej się sytuacji. W momencie gdy mieszkańcy zostają dosłownie uwięzieni w bloku, bez możliwości wyjścia, ona, maturzysta Kamil i dziennikarz Wiktor jako jedyni zachowują zdrowy rozsądek i dążą do rozwiązania tajemnicy, jaką skrywa zwyczajny blok mieszkalny.
Muszę przyznać, że sławny już pan Miłoszewski zrobił na mnie tą powieścią duże wrażenie. Narracja prowadzona bez zarzutu, charakterystyka bohaterów celująca, a sama fabuła - wbijająca w fotel. Nigdy nie należałam do osób dających się ponieść modzie, ale chyba fala zachwytu nad Zygmuntem Miłoszewskim pochłonie i mnie. Jestem mile, naprawdę mile zaskoczona, a książka zabrała mnie w przyjemną podróż na krótki czas. Krótki, bowiem czyta się szybko, z dużym zainteresowaniem.
Najbardziej jednak ucieszył mnie fakt, że książka z gatunku horror, może powstać także w Polsce.
Za tę książkę, bardzo pisarzowi dziękuję i chylę czoła.
Mocne 8 ode mnie za "Domofon"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz