Niecierpliwie odliczam dni do urlopu, a tymczasem kolejne książki wywołują u mnie emocje.
Dziś na tapecie, moje pierwsze spotkanie z Deanem Koontzem.
Zupełnie nie rozumiem, dlaczego tyle czasu nic pióra tego autora nie wpadło mi w ręce. Bo jego styl muszę porównać jednak ze stylem Stephena Kinga. Co prawda brakuje mu kilku Kingowych elementów rozpoznawalnych, jednak prowadzi narrację w równie ciekawym stopniu.
Głównym bohaterem jest trzydziestoczteroletni Ryan Perry, który ma wszystko. Jest bajecznie bogaty, ma piękną dziewczynę, mnóstwo wolnego czasu, który może pożytkować na ulubione pasje, jest przystojny, wysportowany, młody.. słowem - niczego mu nie brakuje. Do czasu gdy którejś nocy doznaje ataku tak silnego, że jest pewien iż umiera. Następnego dnia konsultuje się z lekarzem i dowiaduje o wrodzonej wadzie serca, która nie tylko wyklucza go z dotychczasowego życia, ale także sprawia, że od tej chwili Ryan żyje w świecie domysłów i paranoi. Pierwotnie przekonany, że wszyscy dookoła dybiąc na jego majątek, truli go wiele lat, dowiaduje się, że tylko przeszczep serca może go uratować. Nękany niezrozumiałymi koszmarami, żyjąc niemalże z manią prześladowczą, kierując się swoimi przeczuciami, Ryan zmienia lekarza i w niedługim czasie otrzymuje nowe serce. Jednak to nie jedyny czynnik, który zmienia życie młodego człowieka. Jaką przyjdzie mu zapłacić cenę za nowe serce i nowe życie? Czy w końcu zazna spokoju? Jakie konsekwencje przyniosą jego działania?
Książkę czyta się bardzo szybko, jednak przyznam uczciwie, że mam do niej bardzo ambiwalentne podejście. Bo z jednej strony przyswajalny język i ciekawa fabuła. Z drugiej... mam poczucie że autor za bardzo skupiał się na przemyśleniach głównego bohatera. Wszystko było owiane mgiełką tajemnicy, ale czytelnik nieprędko dowiadywał się ważnych szczegółów, zmuszony wcześniej przedzierać się przez zadumy Ryana. Pewne jest jednak, że sięgnę po kolejne pozycje tego autora. Ma facet potencjał :)
Książce daję 6 na 10
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz